Publiczne Gimnazjum im. Jana Pawła II w Parznicach



AEC v1.0.4


Twórczość uczniów

Fraszki uczniów   inspirowane twórczością Jana z Czarnolasu
napisane pod opieką p. W. Duralskiej .

 

,,Na wnuka – facebooka”
Był sobie uczeń w Parznicach,
radomskich okolicach.
Ciągle włączonego miał facebooka,
A dziadkowie nie widzieli wnuka.
W końcu się wściekli,
Z kraju uciekli
No i wnuk dziadków szuka. 
Gabriela Fryszkowska 1e

 

„O szkole”
Szkoło moja droga, szkoło niechciana
Jak cię polubić, moja kochana.

 „O lenistwie”
Jedzenie leżenie i nic nierobienie,
To jest moje wielkie uwielbienie.

 „O przyjaźni”
Jesteś piękny, mądry ciągle powiadasz,
To czemuż obok mnie nie zasiadasz.
Wojciech Krawczyk 1e

 

,,O szkole”
Szkolnym autobusem do szkoły się zbliżamy,
Czasami mimo woli sobie dogryzamy,
Lecz zawsze humorek świetny dopisuje,
Kiedy jedno od drugiego lekcje odpisuje.

 ,,O uczniach”
Uczniowie naszej szkoły zawsze mądrzy byli,
Kochali wagary, a lekcji nie znosili.
Starali się bardzo, lecz nie zawsze skutecznie,
Oby żaden nie został w naszej szkole wiecznie.

 ,,Internet”
W internecie się szukamy ,
Z internetem odrabiamy,
Czasem lajki i komentarze,
Wysyłamy komuś w darze.
Łucja Nogaj 1e

 

 „O szkole”
Szkoła pożyteczna jest,
Lecz nikt jej nie lubi.
Ale kto się w niej nie uczy,
Ten się w życiu zgubi.

 „Na internet”
W internecie wszystko znajdziesz,
Tam nauka i zabawa,
Lecz to dobrze wykorzystać,
To jest bardzo trudna sprawa!
Wojciech Dąbrowski 1e

 

Dalsze losy Ebenezera Scrooge’a – bohatera ,,Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa
zredagowane przez uczennicę klasy Ie pod opieką polonistki W. Duralskiej

 

„ Promienny uśmiech Tima”

            Kolejny rok i kolejne święta. Pan Scrooge postanowił w zupełnie innej atmosferze niż dotychczas spędzić ten wyjątkowy świąteczny czas. Jego dom był oświetlony tak jasno, że nawet mały Tim widział go wyraźnie, wypatrując ze swego małego okna. Wesoły jak nigdy dotąd gospodarz zaprosił na obiad rodzinę swojego przyjaciela Boba. Miał dla niego wyjątkowy prezent. Bob z lekkim niepokojem wszedł do głównego pokoju. W swojej znoszonej czapce i z pochyloną ze zmartwień głową wyglądał bardzo niepewnie. Jeszcze ciągle nie mógł przyzwyczaić się do głębokiej przemiany swojego pracodawcy. Pan Scrooge podszedł do Boba i wręczył mu kremowy rulon papieru. Poprosił swego przyjaciela, aby przyjął ten upominek i czym prędzej zarządził świętowanie przy choince. Przez głowę Boba przechodziły różne myśli, nawet przez krótki moment pomyślał, że to zwolnienie z pracy.
- Panie Scrooge, są przecież Święta Bożego Narodzenia, proszę odłóżmy to do jutra – cichutko wyszeptał wystraszony Bob.
- Otóż to przyjacielu, Święta Bożego Narodzenia, dlatego to jest prezent z tej właśnie okazji – wesoło wykrzyknął gospodarz.
Okazało się, że to był dalszy ciąg wspaniałej przemiany staruszka. Pan Scrooge przepisał dom oraz cały majątek rodzinie Boba, a swą wolę spisał urzędowo
i przekazał Bobowi. Prosił tylko, aby mu wybaczył jego wcześniejsze zachowania i zapomniał o wielu krzywdach. Radości nie było końca. Mały Tim z miesiąca na miesiąc czuł się silniejszy, a z czasem zaczął samodzielnie chodzić.
Pewnego razu powiedział:
- Tato, cieszę się, że mogę chodzić, ale bardziej jestem uradowany tym, że wujek Scrooge tak często się śmieje. To taki miły człowiek.
- To prawda synu, nigdy wcześniej nie widziałem w nim tyle spokoju i radości – odparł jego ojciec.
Rodzina Boba zamieszkała odtąd razem z panem Scrooge’m, opiekując się i wspierając wzajemnie.

          Czasem warto poświęcić coś, co było dla nas wyjątkowe i cenne dla wyższej idei. W tym wypadku historia głównego bohatera zakończyła się najlepiej jak mogła. Można nawet powiedzieć, że miłość, skromność i wielki niedostatek rodziny Boba zmiękczyły i skruszyły serce zimnego bogacza. Niech ta historia będzie dla nas przestrogą i nie czyni z nas ludzi chciwych i nieczułych na krzywdę ludzką.

 

 Łucja Nogaj 1e

 

 

Dzienniki napisane w konwencji science fiction
przez uczniów kl.Ie pod opieką p. I. Zielonki-Pyzary

„Mój wehikuł czasu”

15 stycznia 2014r.

Właśnie skończyłam budowę mojego wehikułu czasu. Ta skomplikowana maszyna ma dwa metry wysokości, jest w kształcie, koła i pokrywa ją specjalna maź, która dostosowuje się do otoczenia tak, by nikt nie widział mojego pojazdu. Wewnątrz jest przestronna. Ma dużo przycisków, z których każdy odpowiada innej funkcji. Na jutro zaplanowałam wspaniała podróż w przyszłość.

16 stycznia 2014r.

W tej chwili wsiadam do mojej konstrukcji. Trochę się boję, ale też zżera mnie ciekawość, co tam zastanę. Naciskam przycisk „start’’.

52 wiosny 3131r.

Wysiadłszy z machiny, byłam cała obolała. Podczas przemieszczania się między strefami czasowymi wystąpiły jakieś zaburzenia systemu i natychmiast musiałam lądować. Schodząc po schodach, zauważyłam, że na wysokim wieżowcu stoi jakaś osoba. To była jakaś dziewczynka. Chciałam zadzwonić po pomoc, ale nie wzięłam telefonu. Szybko pobiegłam w jej stronę. Niestety nie mogłam jej pomóc, ponieważ nie znalazłam drzwi. Nagle skoczyła, tak się przestraszyłam, że straciłam przytomność i trafiłam tutaj – do szpitala. Po przebudzeniu zobaczyłam głowy nie ludzi, lecz robotów! Szybko wstałam i chciałam wybiec, ale znowu nie znalazłam drzwi. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam, że wszyscy mają małe skrzydełka. Poprosiłam jednego z „lekarzy’’, żeby złapał mnie za rękę i uniósł
 w powietrzu. Nigdy tego nie zapomnę. Serce waliło mi jak młot, nogi całe zesztywniały. Wylecieliśmy przez ogromne okno. Z góry wszystko tak ładnie było widać. Zapytałam: czy ja też mogę mieć takie skrzydła? Piret – bo tak miał na imię, powiedział, że zna takiego uczonego, który chętnie się mną zajmie.

53 wiosny 3131r.

Po wylądowaniu w domu uczonego moją uwagę zwrócił pewien, ciekawy wynalazek. Zapytałam, co to jest? Naukowiec barwnie opowiadał o tej maszynie. Okazało się, że jest to odkurzacz do odsysania głupoty. Głównym jego zadaniem było wysysanie bakterii przenoszących straszną chorobę
o nazwie „głupomiscydoza’’. Odwiedziny u naukowców zawsze są ciekawe, ale te zapamiętam najbardziej. Na pożegnanie, w prezencie ten mądry człowiek podarował mi swój najnowszy wynalazek- przepiękne, złote skrzydła.

54 wiosny 3131r.

Pisząc daty przy każdym wstępie mojego dziennika, zauważyłam, że jest tam dziwna nazwa miesiąca. Spytałam pewnego mężczyzny, idącego ulicą, z jakiego powodu datę zapisuję się w ten sposób? Powiedział, że wiosny, dlatego że to taki miesiąc, mają ich cztery: wiosna, lato, jesień, zima. Zaprotestowałam i wyjaśniłam, że to są pory roku. Mężczyzna z oburzeniem spojrzał na mnie
 i odszedł, krzycząc, że oni nie utrudniają sobie życia, tak jak ich przodkowie. Zaczepiłam kolejną osobę pytając, dlaczego dzisiaj jest 54? Ona ze śmiechem odpowiedziała, że każdy miesiąc ma 60 lub 61 dni. Pogłaskała mnie po głowie i odeszła. Niespodziewanie zza rogu wyszła kobieta. Na głowie miała garnek, na dłoniach kozaki, a było przecież 36oC! Im dłużej na nią patrzyłam, to widziałam jakiegoś stwora nie z tej planety. Z upływającym czasem ludzi w takich strojach przybywało, nawet Pani prezydent nosiła nowy szyk mody. Patrząc na tych ludzi, myślałam, że zwariowali! Dlatego postanowiłam wrócić. Czym prędzej odnalazłam wehikuł, ale zapomniałam, że się wcześniej rozładowały baterie. Na szczęście można było go naładować również na śmiech. Akurat miałam trochę powodów do śmiechu, więc nie sprawiło to problemu. Po naładowaniu, szybko wsiadłam do maszyny i odleciałam.

21 stycznia 2014r.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Ta jedna podróż wystarczy mi na całe życie. Już nigdy więcej nie wybiorę się w podróż w czasie! To była wspaniała, chociaż trochę dziwna przygoda, a odkurzacz do odsysania bakterii głupoty, przydałby się wielu osobom w moim otoczeniu. Kto wie, może kiedyś go skonstruuję.

                                                                                                                            Wiktoria Jarecka kl.1e   

 

 

„W oku piramid egipskich”

6 grudnia 2014r.

Dzień pierwszy
Obudziłam się w nieznanym miejscu, rozejrzałam się dookoła. Stała tam jakaś dziwna machina i biurko zapełnione kartkami. Wstałam. Podeszłam do machiny, miała etykietę z napisem „Wehikuł czasu’’. Była stara, brudna i zakurzona, jej zapach mnie odrzucał. Znalazłam na niej migający prostokącik. Zorientowałam się, że to miejsce, do którego należy wpisać cyfry. Nie miałam pojęcia, jakich użyć…, więc pomyślałam, czemu by nie zobaczyć starożytnego Egiptu za czasów faraonów. Wpisałam datę 300r. p.n.e. Buchnął kurz, rozbłysło zielone światło. Maszyna otworzyła się. Nikogo w niej nie było, więc zaciekawiona weszłam do środka. Było to małe pomieszczenie z wieloma guzikami na przodzie. Stojąc i wpatrując się, pomyślałam, że można by nacisnąć jeden przycisk. Spodobał mi się ten na środku duży i czerwony. Wcisnęłam i pod wpływem wstrząsu upadłam, ale natychmiast podniosłam się. Niechcący nacisnęłam kolejny przycisk. Wehikuł zatrzymał się, drzwi otworzyły się z hukiem. Nagle zobaczyłam inny świat. Były tam piramidy, pustynia, gdzieniegdzie palmy i ogromne słońce. Musiałam zdjąć bluzę, tak było gorąco. Poszłam w stronę piramid i zobaczyłam dwie kobiety. Były ubrane w czarne chusty na twarzy i kolorowe suknie. Zorientowały się, że przypatruje się im jakaś nieznana osoba, więc w popłochu uciekły. Wołałam, żeby na chwilę zostały, ale mnie zignorowały. Poszłam do piramidy, wejście zastałam otwarte, weszłam bez problemu. Było ciemno, a był jeszcze dzień. Pomacałam ścianę i dotknęłam pochodnię. Zastanowiłam się, czym by tu ją zapalić? Jednak odłożyłam ją na miejsce i wyszłam z piramidy. Nadszedł wieczór, a ja przecież musiałam gdzieś przenocować. Ułożyłam się na wydmie i postanowiłam doczekać następnego dnia.

7 grudnia 2014r.

Dzień drugi
Był bardzo męczącym dniem, nie spałam całą noc. Znowu weszłam do piramidy i postanowiłam ją trochę pozwiedzać. Zauważyłam tlący się kaganek, od niego zapaliła pochodnię. Chodząc korytarzami, zauważyłam komnatę. Były tam skrzynie pełne zwojów papirusów. Nagle błysło światło było niewyraźne, ale intrygujące. To jeden z papirusów bił takim blaskiem, jakby chciał, żebym go przeczytała. Otworzyłam go i moim oczom ukazał się napis: „(…)Tysiąc lat temu rządził w Egipcie król Tutenchamon. Niewiele wie się o jego życiu – nikt nie zna szczegółów śmierci. Tablica króla, po skompletowaniu wszystkich części pozwoli na kontrolę nad całym światem(…)’’. Dalej nie czytałam. Domyśliłam się, że muszę zniszczyć tę tablicę, bo naprawdę może zrobić się niebezpiecznie dla mnie i całego świata. Czym prędzej wybiegłam z piramidy, czując wielką trwogę. Po wyjściu spostrzegłam wielu nieproszonych gości. Skradając się, wzięłam długą włócznię w razie zagrożenia. Blisko mnie stał człowiek trzymający coś złotego. Zorientowałam się, że to tablica Tutenchamona, podbiegłam do niego i uderzyłam w tył głowy, on upadł. Wbiłam ostrą końcówkę dzidy w tablicę, która roztrzaskała się na kilka małych części. Wtedy zaczęła się nagła burza piaskowa i w mgnieniu oka znalazłam się przy wehikule. Tak się przeraziłam, że myślałam tylko o powrocie. Po paru chwilach przemierzenia czasu znalazłam się w domu. I pomyślałam, że uratowałam świat od klątwy Tutenchamona. To niebywałe szczęście.

                                                                                              Julia Stanisławczyk 1e

 

„Wehikuł czasu”

6 grudnia 2014 rok, sobota

Właśnie dziś rano udało mi się skończyć mój wynalazek – wehikuł czasu. To ogromne osiągnięcie i moment w moim życiu. Jak to ja – ciekawa świata osoba – chciałam się zaraz przenieść w przyszłość lub przeszłość. Ale nie mogłam się zdecydować. W końcu postanowiłam, że wyruszę w lata, które już były. Niestety, wcisnęłam nie ten guzik, który powinnam. Przeniosłam się w rok 2545. Świat, który ujrzałam, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Zawsze myślałam, że Ziemią zawładną roboty. A tu niespodzianka! Wokół mnie rozpościerała się zielona kraina. Padało na nią słońce. Piękny widok! Na polanie siedzieli ludzie i uśmiechali się. Wokół nich widać było kwiaty i piękne drzewa. Podeszłam do tych ludzi i zapytałam, gdzie tu można znaleźć przystanek autobusowy, lecz oni nie wiedzieli, o czym mówię. Poszłam przed siebie. Doszłam do miasta. Były tam sklepy tylko z ubraniami i artykułami spożywczymi. Żadnych samochodów, fabryk, hut, czy zanieczyszczonych jezior. Nie mogłam się napatrzeć. Produkty na szafkach – ekologiczne. Wszystko takie poukładane i perfekcyjne. Gdzie nie spojrzałam, widziałam zieleń. Jedyny środek transportu, jaki tam był, to rower. Każdy miał rower. A co ciekawe ceny tam były dość niskie. Ludzie byli tam mili i zawsze okazywali pomoc. Dziwny świat. W końcu zapadł zmrok. Na niebie było widać gwiazdy tak jasne jak Słońce. Zmęczona, poszłam spać.

7 grudnia 2014 rok, niedziela

Gdy się obudziłam, widziałam to samo, co wczoraj. Monotonne zajęcia tych ludzi, zawsze zielona trawa i niskie ceny były nużące. Postanowiłam wrócić. Bowiem ten rok 2545 był zbyt nudny. Nasz 2014 rok jest o wiele ciekawszy. Kłótnie, polityka, ciągle coś się dzieje. Nie nudziło mi się to. Codziennie nowe sensacje. A więc wróciłam. Postanowiłam nikomu nie mówić o mojej przygodzie i o moim wynalazku. Niech to będzie moją tajemnicą.

Aleksandra Wójcicka 1e

„WEHIKUŁ CZASU”

5 grudnia 2014 rok, piątek

            Dzisiaj, gdy wyszłam z domu, zauważyłam dziwny przedmiot. Byłam ciekawa owego zjawiska, więc zdecydowałam, że sprawdzę, co to jest. Okazało się, iż jest to „WEHIKUŁ CZASU”. Pomyślałam, że to fantastycznie. Nie mogłam przecież przepuścić takiej niecodziennej okazji. Wsiadłszy do niego, zastanawiałam się, w jakie czasy pragnę się cofnąć. Mogłam użyć urządzenia tylko raz. Moje przemyślenia trwały długo. Postanowiłam cofnąć się o 6 lat, w czasy, kiedy żyła moja babcia.

Gdy przeniosłam się w czasie i spotkałam moją kochaną babcię, ona opowiadała mi różne ciekawe historie. Mówiła o II wojnie światowej, wątkach ze swojego życia. Usłyszałam także wiele informacji o moim dzieciństwie. Byłam zafascynowana tymi wiadomościami. Babcia była cudowna. Przytulałam mnie oraz pocieszała wtedy, kiedy płakałam, wiedząc, że będę musiała ją opuścić, aby wrócić do roku 2014. Moja kochana babcia również była z tego powodu smutna, mimo to podnosiła mnie na duchu. Zapewniałam, że nigdy o niej nie zapomnę. Kochałam babcię, ona mnie także. Nasze pożegnanie było ciężkie, pełne smutku i płaczu. Nie żałowałam, iż znalazłam się w tamtych czasach. Wiedziałam, że będę jeszcze bardziej tęskniła z babcią niż do tej pory. Ale ten dzień był najpiękniejszym ze wszystkich w moim życiu. Nie sądzę, że zdarzy się równie niesamowity dzień.

Wehikuł czasu, jak wszystko na tym świecie, ma swoje plusy i minusy. Myślę, że ma jednak więcej dobrych stron. Jeśli go odpowiednio użyjemy, jest to przedmiot bardzo użyteczny. Szkoda, że wehikuł czasu nie istnieje naprawdę, tylko w naszej wyobraźni… 

Kamila Owczarek Klasa 1e

 

 

Zbiorek wierszy:

 

„Święty Jan Paweł II nie przeminie cały…”

 Zbiorek wierszy poświęconych Patronowi Publicznego Gimnazjum w Parznicach – Janowi Pawłowi II powstał podczas realizacji projektu edukacyjnego klas drugich w roku szkolnym 2013/2014.

Temat projektu: „Święty Jan Paweł II źródłem inspiracji dla pokoleń”

Inspiracją do tworzenia utworów lirycznych był konkurs na hymn szkoły ogłoszony przez grupę uczennic z klasy IIC i IID: Natalię Kurowską, Martynę Dobrasiewicz, Martę Dulębę, Paulinę Hebdę i Anetę Ziętek, które realizowały projekt edukacyjny pod opieką P. Wioletty Duralskiej i P. Marzanny Rusinowskiej.
Niniejszy tomik zawiera wybrane przez komisję konkursową teksty wyróżniające się oryginalnością i lekkością pióra.

W zbiorku znajduje się tekst hymnu Publicznego Gimnazjum im. Jana Pawła II w Parznicach, który zastał zatwierdzony przez dyrektora gimnazjum P. Jacka Jóźwiaka oraz Radę Pedagogiczną. Autorkami słów są Panie: Wioletta Duralska i Zofia Stępień, a melodię skomponował P. Roman Danielewicz.
Wiersze są hołdem złożonym przez gimnazjalistów i nauczycieli Patronowi naszej szkoły Janowi Pawłowi II,
 który 27.04.2014r. został ogłoszony   Ś   W   I   Ę   T   Y   M!

 

Hymn PG im. Jana Pawła II w Parznicach

 

Wymagamy od siebie wiele,
By   wypełniać wyznaczony cel.
Tyś nam dobrą drogę  wskazał
I swą mądrość nam przekazał.
ref:
Święty Janie Pawle – nasz Patronie
W naszych sercach żyjesz wciąż niezłomnie,
Bo podążamy Twoim śladem
Za Twą mądrością i przykładem.
Ty dajesz nam moc do działania,
Ty jesteś drogowskazem dla nas.

 

My uczniowie szkoły w Parznicach
Chcemy dobrze przeżyć trudny czas,
Swą postawą Cię nie zawieść
I świadomie przez życie przejść.

ref:
Święty Janie Pawle…

 

Dorównamy Twojemu kroku,
By nie błądzić oraz godnie żyć.
Bo pragniemy być światłymi,
A przy tym żyć pełnią życia.

ref:
Święty Janie Pawle…

 

„Chcemy iść za Twoim głosem”

Towarzyszem naszym w szkole
  jesteś już kilka dobrych lat.
  Wyznaczyłeś wielce ważną rolę:
  z podniesioną głową iść przez świat.

 W progi szkoły wkraczam chętnie,
  bo po brzegi ją wypełnia radość.
Nikt nie krząta się tu zbędnie.
 Długo jej nie będzie mi dość.

Kiedyś zdobędziemy wyjątkowy klucz,
  co otworzy nam kolejne drzwi,
 a to zdarzy się niebawem już.
Pomyśl, jak to dumnie brzmi.

Przed wyborem nas postawi los,
 podjąć nam decyzję każe.
 Wtedy poczujemy Twą Patronie moc
  i będziemy dążyć do spełnionych marzeń.

Autorka: Beata Falińska 

 

„Jan Paweł Wielki”

Dzięki Tobie Janie kochany,
   realizujemy nasze plany.
   Jesteś dla nas najlepszym przykładem
   o Janie Pawle kochany.

 Jesteś naszym Patronem
   jesteś najlepszym człowiekiem.
   Na zawsze w naszej pamięci
   w najgorszej chwili rozterki.

Każdego dnia jesteś z nami
   swoim duchem, blisko nas.
   Idziemy Twoimi ścieżkami,
   które sam wskazywałeś nam.

      Autorzy: Julia Chruślak, Wiktoria Kisio

 

 „Janie Pawle, teraz przyjdź!”

 My uczymy się chętnie,
w tej pięknej szkole
 myśląc o tym, że jesteś naszym Patronem.
Dodajesz nam sił do walki,
 abyśmy nie zbłądzili.

Janie Pawle, teraz przyjdź,
  nasz szkoła przyjęła Twoje imię.
    Więc nie lękamy się
   w walce ze złem.

Chcemy spełnić twój testament,
   więc w szkole rozwijamy swój talent.
  Pomóż nam w realizacji naszych planów,
 abyśmy mogli iść Twoim tropem.

Autorzy: Magdalena Wolszczak, Karolina Pietrzyk, Anita Woźniak, Erwin Wikaliński

 

„Śladami Jana Pawła II”

Pragniemy iść przez życie
 bliżej słowom Twym,
 Twoim szlakiem nauk
  z podniesioną głową iść.

 Uczyłeś swoich bliskich
  w słowie Bożym żyć,
w prawdzie iść przez życie
     i w wierze do końca być.

 A my stoimy na straży
 pięknych nauk Twych.
  A nasze szkolne lata
   płyną w mądrościach Twych.

 Autorzy : Magdalena Bielecka, Milena Skalska,Julia Błędowska 

 

„Jan Paweł II – Święty Patron Nasz”

Szkoła nasza, szkoła nasza
Dziś do siebie uczniów zaprasza.
Chętnie do niej uczęszczamy
I dobre oceny mamy.
Nasi Pedagodzy zawsze nas wspierają
I dobre oceny nam stawiają.

Nasz Patron to Jan Paweł II,
Więc my uczniowie zapamiętajmy go.
Tu serca dobre mamy,
Bo się wszyscy kochamy.
Teraz razem zaśpiewajmy
I wspólnie zagrajmy.

 Autor: Magdalena Lech 

 

„Drogą Jana Pawła”

Jan Paweł II wzorem dla nas jest.
To dla niego chodzimy do szkoły,
kierujemy jego hasłem się :
„Prawdziwie wielki jest ten człowiek,
który chce się czegoś nauczyć”.

Unieśmy w górę serca ku naszemu
Patronowi, naszemu wielkiemu wzorowi.
On z nieba patrzy i modli się,
 abyśmy dobrze uczyli się.

Otwórzmy bramę nadziei na lepsze jutro,
Jan Paweł z nami, aż po sam kres,
czuwa nad nami w nocy i w dzień,
abyśmy zawsze uczyli się.

 Autorzy: Paulina Pliwka, Klaudia Pięta, Bernadeta Łyżwa, Nadia Lipiec        

 

„Papież nasz Przyjaciel”

Papież Przyjacielem dzieci,
On Patronem naszym jest.
Niech kieruje nas przez życie
I w ciemnościach nas pilnuje.

Idźmy z wiarą w przyszłość.
Musimy być mocni.
Dla pamięci naszego Jana Pawła Świętego.

 Nie ma pokoju bez sprawiedliwości,
 Nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia
nie ma szkoły bez uczniów,
nie ma uczniów bez nauczycieli.

Człowiek jest wielki nie przez to,
co posiada, lecz przez to, kim jest,
nie przez to, co ma,
 lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

 Autorzy: Izabela Sochanek, Klaudia Sochanek, Katarzyna Łukomska, Dominika Soból, Elżbieta Mordak

 

„Wiem to ja…”

Patronem naszym Jan Paweł II,
Który otwierał serca ludzi.
Młodzież Go wielbi i naśladuje,
Wielki to człowiek, każdy to czuje.

Wiem to ja, wiesz to ty
Śladami Jego stąpamy dziś.
Wymagamy od siebie wiele,
By zrealizować swe cele.

Otocz opieką nasze gimnazjum,
„wlej radość w serca”,
otwórz umysły.
Wierni jemu bądźmy wszyscy.

 Autorzy: Cezary Prokop, Damian Wołoszyn, Igor Siara, Magdalena Lech

 

„To dzięki Tobie…”

Wiele obaw młodzieńczych i trosk
Znikło jak bańka mydlana.
A wiedza, pewność siebie i duma
Coraz częściej nam przyświecała.

 

To nieprawda, że zapomnimy Cię,
Wychowawców, radości i troski.
To nieprawda, że zapomnimy Cię,
W nas wspomnienie na zawsze zagości.

 

Dzięki Tobie w nas siła i moc,
i pewność ,że zawsze damy radę.
A kochany Patron Jan Paweł II
Zawsze dobry kierunek wskaże.

 Autor: Kaja Brusik 

 


 

Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…

Opowiadanie detektywistyczne inspirowane powieścią Agaty Christie pt. „Dwanaście prac Herkulesa” napisane przez Katarzynę Kowalczyk pod opieką p. W. Duralskiej

 

„To twoja wina”

Pewnego dnia do biura detektywa Luisa w Nowym Yorku przyszło małżeństwo, państwo Lorens. Detektyw siedział przy swoim biurku kończąc uzupełniać akta poprzedniej sprawy. Jednak,  gdy zobaczył płaczącą kobietę, od razu porzucił swoje wcześniejsze zajęcie. Pani Lorens była wysoką, dumną damą. Przybyła w towarzystwie mężczyzny, człowieka wysokiej postury. Kobieta od razu przeszła do rzeczy.

- Słucham panią- odrzekł detektyw z ciekawością.

- Proszę mi pomóc! – z rozpaczą w głosie powiedziała kobieta.- Moja córka, moja córka Mary zniknęła. Niech pan jej szuka, najlepiej od razu!

- Spokojnie, proszę usiąść. Zanim zacznę poszukiwania muszę wiedzieć , co się stało. A więc chodzi o państwa córkę?

- Dokładniej, to córka Jessie, z poprzedniego małżeństwa. Jej mąż odszedł od niej sześć lat temu. – wyjaśnił pan Lorens.

- To na pewno mój były mąż, on ją porwał.

- Dobrze, o tym za chwilę. Proszę powiedzieć jak doszło do porwania.

- Sama nie wiem. Cały dzień byłam w pracy, a potem na kolacji z Robertem. Gdy wróciłam około godziny osiemnastej do domu, aby wziąć prysznic,  jeszcze była. Gdy wróciliśmy z kolacji, już jej nie było.

- Niech się pani zastanowi, czy coś zniknęło z domu?

- Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia. Nie wiem nawet jakie ma ubrania. Piętnastolatka sama chodzi na zakupy.

- Wspomniała pani o swoim byłym mężu. Mogłaby pani powiedzieć coś więcej?

- Tak. Na pewno on to zrobił! Nazywa się Black, John Black. I jestem pewna, że on ma z tym coś wspólnego.

- Może mi pani podać jego adres?

- Naturalnie. Nord Street 72.

Detektyw Luis pojechał pod wskazany adres. Otworzyła mu kobieta.

- Dzień dobry! Czy zastałem Johna Blacka?

- Bardzo mi przykro, ale pan Black nie mieszka tu od trzech lat. Sprzedał mi to mieszkanie. Mówił, że przeprowadza się do nowoczesnego apartamentu na Manhattanie.

-Czy zna pani jego nowy adres?

- Niestety, nie.

- No cóż… Dziękuję za rozmowę.

Detektyw udał się na Manhattan. Pytał kilku ludzi i dowiedział się, że John Black wyprowadził się dwa tygodnie temu do niewielkiej miejscowości pod Nowym Yorkiem. Luis pojechał pod dany mu adres. Znalazł tam mały parterowy domek. Zapukał i otworzył mu niski mężczyzna. To był ojciec Mary.

- Dzień dobry! Czy to pan John Black? – zaczął detektyw.

- Tak. W czymś mogę panu pomóc? – odpowiedział Black.

- Jestem detektywem. Wynajęła mnie pańska była żona. Szukam Mary Lorens.

- Jak to Mary. Przecież to moja córka z pierwszego małżeństwa. Co się stało?

- To nic pan o tym nie wie. Myślałem, że dowiem się czegoś od pana. Otóż pańska żona twierdzi, że to pan ją uprowadził.

- Co? Ja? Jej u mnie nie ma! Ja w życiu nie zrobiłbym jej nic złego.

- Hmm… Co pan robił 24 stycznia?

- Byłem w pracy do późna. Mój szef może to potwierdzić. Ale pan chyba nie sądzi, że to ja?!

- No nie wiem. Zastanawia mnie tylko jedno. Czemu pan tak często się przeprowadza?

- To akurat mogę wytłumaczyć. To przez moją pracę. Awansowałem i muszę być bliżej nowego biura.

- No dobrze, ja panu wierzę. Radziłbym zadzwonić do żony.

- Oczywiście, zatelefonuję jeszcze dziś.

Detektyw Luis wrócił do Nowego Yorku. Zdążył wejść do biura, gdy zadzwonił telefon. To pani Lorens z przerażeniem w głosie:

- Dostałam telefon z policji. Znaleziono zwłoki dziewczyny w wieku około 15 lat. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów. Boję się, że to może być Mary. Roberta nie ma w domu, nie chcę tam jechać sama. Czy mógłby pan jechać ze mną?

- Dobrze, już jadę.

Po okazaniu zwłok pani Lorens spadł kamień z serca.

- To nie była moja córka. Co za ulga panie Luis. Czy są jakieś wieści?

- Byłem u pani byłego męża. On twierdzi, że nic nie wie.

- Niech mu pan nie wierzy. John to zły człowiek i ja mu nie wierzę.

- Czy zna pani jakąś koleżankę Mary?

- Niestety, nie.

- Widzę, że niewiele wie pani o własnym dziecku.

- To wszystko przez moją pracę. Ale Mary nigdy nie narzekała.

- Do jakiej szkoły chodzi pani córka?

- Do gimnazjum dla dziewczynek. Pani Andersen jest tam dyrektorką.

- Więc może tam się czegoś dowiem.

Detektyw Luis pojechał do szkoły. Nauczycielka powiedziała mu, że dziewczyna ostatnio pogorszyła się znacznie w nauce i stała się przygnębiona. Potem rozmawiał z Kate, przyjaciółką Mary. Jednak ona tez niewiele wiedziała o tym zniknięciu. Zobowiązała się do rozwieszenia ulotek z napisem: ,,Gdyby ktoś widział Mary Lorens, niech zgłosi sie do biura pana Luisa na Kronenberg Street 4.”

Minął tydzień. Do biura przyszło kilku ludzi, ale mieli tylko fałszywe informacje, za które chcieli zdobyć pieniądze. Lecz pewnego dnia przyszedł bezdomny.

- Czy to pan Luis? – spytał.

- Tak, a pan?

- Nieważne. Chciałem tylko powiedzieć, że widziałem dziewczynę z ulotki. Nocuje

w schronisku przy Nord Street. – powiedziawszy to, wybiegł.

- Niech pan zaczeka! – krzyknął Luis, ale tamtego już nie było.

Detektyw od razu zadzwonił do swojej klientki.

- Pani Lorens, znalazłem pani córkę.

- Dzięki Bogu. Gdzie mam przyjechać?

- Na Nord Street. Niedaleko domu pani męża.

- Wiedziałam, że to on. Ja z nim porozmawiam!

- Lepiej nich pani porozmawia z córką.

Kilka minut później pani Lorens była na miejscu.

- Mary! – krzyknęła – kto cię tu zabrał?

- Nikt. – odrzekła z obojętnością dziewczyna.

- Jak to? To twój ojciec, prawda?

- Mówię, że nikt! Gdybyś mniej pracowała to wiedziałabyś,  co sie za mną dzieje!

- Córeczko!

- Córeczko? Gdybyś tylko wiedziała… po co ja ci w ogóle wszystko tłumaczę i tak cię nie interesuję.

- To nieprawda! Wiesz jak się martwiłam…

- Dopiero gdy zniknęłam! Nigdy wcześniej o mnie nie dbałaś. Po pracy chodziłaś na kolacyjki z Robertem. Nigdy nie miałaś dla mnie czasu. To, że uciekłam to twoja wina! Twoja i Roberta!

- Nie mogłaś mi powiedzieć?

- Próbowałam, ale nie miałaś czasu. Chciałam uciec do taty, ale on już tu nie mieszka. Dlatego zostałam w schronisku. Nie chciałam wracać do domu.

- Przepraszam cię córeczko. Obiecuję, że się zmienię. Wróć do domu, daj mi jeszcze jedną szansę, dobrze?

- No dobrze, ale nie zmarnuj jej.

- Obiecuję.

- Dziękuję za pomoc panie Luis. Gdyby nie pan… Nie chce nawet o tym myśleć – zwróciła się do detektywa pani Lorens.

- Powinna pani podziękować temu bezdomnemu, gdyby nie on, do tej pory nic byśmy o Mary nie wiedzieli.

- Na pewno tak zrobię.

Katarzyna Kowalczyk


 

 

Fraszki uczniów   inspirowane Biblią;  napisane pod opieką p. W. Duralskiej.

„Ewa”

Gdyby Ewa jeść jabłek nie chciała,
to i w Raju by została.

 

„Komplement”

Najpiękniejsza z ciebie dama,
bo jesteś na tym świecie sama.

 

„Śmierć”

Ewa na świat śmierć spuściła,
a na dodatek Adama jabłkami kusiła.
Dziewczyna dużo jabłek zjadła,
lecz jedno jej zaszkodziło
i z Raju nic nie było.

 

„O Raju”

W Raju rodzice mieszkali,
Adam i Ewa się nazywali.
wszystko by nadal istniało,
gdyby się Ewie jeść nie zachciało.
Skusiła ją gadzina mała,
aby jabłuszko zerwała.
Ewa się nie zastanawiała
i owoc skonsumowała.
W ten sposób zgrzeszyła
i zamiast Raju
na ziemi Piekło zostawiła.

 

„Do Ewy”

Oj! Ewo! Ewo! Po cóż ci było to drzewo.
Adam mówił nie rusz tego,
a ty i tak dopięłaś swego…

 

„Do Adama”

Oj! Adamie,Adamie…
Jak mogłeś pozwolić rządzić takiej damie?! 


 

Fraszki uczniów  inspirowane twórczością Jana z Czarnolasu.

„O Kochanowskim”

Kochanowski pisał fraszki,
były to jego ze słowami igraszki.
Napisał ich wiele
w literaturze polskiej stanęły na czele.
W Czarnolesie żył i tworzył,
tam przykładem stał się Bożym.
Pod lipą wieczorem siadał
i natchnienie od Boga dostawał.

Bartłomiej Kicior

 

„Na naukę”

Uczyć się stale, to istna przesada,
a bez nauki żyć nie wypada.
Gdy będzie ci smutno z jakiegoś powodu,
poucz się polskiego- języka ojczystego.

Marlena Pastura

 

„Na auto”

Komuś się przyśniłeś.
Głowę wypełniłeś.
Na kartce cię narysował,
potem wyprodukował.
Tak wiek temu powstałeś,
bo ludziom służyć miałeś.

Początki były trudne,
wycieczki tobą nudne.
Lecz czas zmienił wiele
i dzisiaj jesteś na czele!
Na każdym podwórku stoisz
i podróżować się nie boisz!